AZS PW

01.12.11
Piotr Olenderek: Ciężko wyprowadzić mnie z równowagi


- Ciężko wyprowadzić mnie z równowagi, ale przyznaję, że jak dziewczyny popełniają proste błędy, trudno jest się nie denerwować. Ostatnio na meczu połamałem długopis, wiec taki spokojny do końca nie jestem, może po prostu tego nie okazuję - mówi Piotr Olenderek, drugi trener Imtech AZS Politechniki Warszawskiej.

Ze stołecznym zespołem współpracujesz od trzech miesięcy - zdążyłeś się już chyba zaaklimatyzować? Jak się dogadujesz z dziewczynami, z trenerem Robertem Strzałkowskim?

Nie miałem żadnych kłopotów z zaaklimatyzowaniem się, kilka dziewczyn znałem wcześniej, więc nie było problemów. Jak to z kobietami bywa, różnie się dogadujemy - raz lepiej, raz gorzej, ale efekt końcowy jest pozytywny. Z Robertem mamy podobną wizję prowadzenia zespołu. Wynika to w głównej mierze z kontaktu ze śp. Krzysztofem Kowalczykiem, byłym trenerem drużyny męskiej AZS Politechniki Warszawskiej. Robert uczył się od niego trenerskiego fachu, natomiast ja prowadzenia statystyk. Razem tworzymy fajną grupę. Dziewczyny, podobnie jak my, są młode i ambitne, a dodając do tego ciężką pracę, jaką wykonujemy na treningach - możemy „coś” ugrać w tym sezonie.

Do tej pory miałeś do czynienia tylko z męską siatkówką. Trenowanie kobiet to chyba zupełnie inna bajka?

Ciężko coś powiedzieć po trzech miesiącach wspólnej pracy, ale jak porównuję niektóre sytuacje – faktycznie jest to całkiem inna bajka. Kobiety inaczej reagują, inaczej się zachowują, a to wszystko wychodzi podczas treningów, ćwiczeń czy przygotowania do spotkań. Szczególnie podczas meczu, stres całkiem inaczej działa na kobiety i na mężczyzn,  ale jak wszędzie potrzebna jest równowaga, więc czasem trzeba podnieść głos, żeby do którejś dotrzeć, tak jak i do mężczyzn.

Ponoć jesteś bardzo opanowany i cierpliwy. Nie boisz się, że pracując z kobietami Twój spokój zostanie lekko „nadszarpnięty”?

Fakt, ciężko wyprowadzić mnie z równowagi. Aczkolwiek jak dziewczyny popełniają proste błędy, trudno jest się nie denerwować. Ostatnio na meczu połamałem długopis, wiec taki spokojny do końca nie jestem, może po prostu tego nie okazuję. Kobieca siatkówka jest troszeczkę inna niż męska, jest więcej wymian, więcej akcji na tak zwane zero, dlatego trzeba mieć więcej cierpliwości. Myślę, że mój „spokój” pozostanie na swoim miejscu.

W Politechnice wcielasz się w rolę drugiego trenera i kierownika drużyny, pracujesz również jako trener dzieci i młodzieży w KS Metro Warszawa, a przy tym jeszcze studiujesz. Dajesz radę to wszystko pogodzić?

Trochę tego jest, ale daję radę. Bez któregoś z tych zajęć byłoby nudno. Nie lubię siedzieć i nic nie robić, więc wypełniam całe dnie treningami. Teraz mam dużo więcej czasu, ponieważ studia są mniej absorbujące. Najgorsze są weekendy, ale staram się tak układać mecze i turnieje, żeby ani dziewczyny ani młodzi siatkarze nie cierpieli na tym. Jak wszystko jest dobrze poukładane i działa jak w zegarku, to nawet znajdzie się jakiś czas wolny od siatkówki.

Podobnie jak legenda polskiej siatkówki – Hubert Jerzy Wagner porzuciłeś studia na Politechnice na rzecz Wychowania Fizycznego. Traktujesz to jako wiążące zobowiązanie, samosprawdzającą się przepowiednię?

Szczerze, to dopiero niedawno dowiedziałem się że trener Wagner też zaczynał od studiów na Politechnice. W przepowiednie nie wierzę, ale jeżeli ktoś poświęca się jakiemuś zajęciu w 100% to może zajść daleko. Ja dopiero zaczynam, co będzie dalej – zobaczymy. Teraz mam nareszcie więcej czasu, żeby robić to, co naprawdę lubię i co daje mi satysfakcję.

Twój brat Maciek też związany jest z siatkówką, gra na pozycji libero w AZS Politechnice Warszawskiej. Pasja do siatkówki jest u Was rodzinna?

Tak, Maciek w tym roku podpisał kontrakt z Politechniką Warszawska. Tak się złożyło, że i ja wylądowałem w Politechnice, ale tej kobiecej. Można powiedzieć, że to rodzinny sport. Odkąd pamiętam w domu zawsze była piłka. Jak byliśmy dzieciakami z bratem mogliśmy grać całymi dniami przez siatkę, którą zrobiliśmy własnoręcznie. Nasz tata również był trenerem, jego wychowankiem jest Piotrek Nowakowski i kilku zawodników, którzy grali w pierwszej i drugiej lidze, wiec jakiś związek pomiędzy naszą rodziną a siatkówką istnieje.

Przed AZS Politechniką trudny, wyjazdowy mecz z dotychczasowym liderem tabeli – Budowlanymi Toruń. W pierwszej rundzie udało Wam się ugrać z tą drużyną zaledwie seta. Jakie są szanse na udany rewanż?

Szykuję się ciężki mecz, ale przecież takie są najlepsze i najciekawsze pod wieloma względami - taktycznymi czy psychologicznymi. Zupełnie inne emocje towarzyszą takiemu spotkaniu na szczycie niż pojedynkowi gdzie walczy się z samym sobą. Można to zobaczyć teraz podczas pucharu świata, gdzie polska reprezentacja zupełnie inaczej gra z zespołami z czołówki tabeli i tymi z końca. Problem na pewno leży gdzieś w głowie. Do meczu z Toruniem w pierwszej kolejce podeszliśmy ze złym nastawieniem, trochę za bardzo chcieliśmy wygrać. Kilka błędów spowodowało, że nie trzymaliśmy się założonej taktyki. Myślę, że w sobotę nie wynik będzie najważniejszy, tylko to jak zagramy z dobrym wymagającym przeciwnikiem, jakim jest właśnie zespół z Torunia.

Rozmawiała Aneta Stożek